Historykon

Legendy o Filipowie

admin,

Filipów, choć dziś spokojna miejscowość, od wieków skrywa w sobie echo dawnych opowieści. Wśród pól, jezior i starych drzew wciąż można usłyszeć szept legend przekazywanych z pokolenia na pokolenie — o niezwykłych zdarzeniach, duchach, cudach i tajemnicach, które splatają historię tej ziemi z magią ludzkiej wyobraźni. Oto kilka z nich.

Herb

Król Zygmunt August przyjeżdżał do Filipowa na polowania. Strudzony usiadł nad rzeczką, mocząc w wodzie zmęczone nogi. Jamroz, który zawsze towarzyszył królowi, zauważył wynurzającego się ogromnego raka. Król złapał raka i zobaczył, że na jednej nodze miał złoty pierścień.
Jamroz z drżeniem rąk pokazywał raka całemu orszakowi królewskiemu. Król Zygmunt postanowił, że odtąd Filipów w herbie swoim będzie mieć raka. Było to w roku 1570.

Legenda o Maniezi

ZAKLĘTA GÓRA

(opowiadanie zamieszczone w Tygodniku Krajobrazy)

Zaraz za Filipowem, nieopodal rzeki Rospudy, stoi góra o nazwie Maniezia. Kazał ją usypać król Stefan Batory. Ale jeszcze 100 lat temu mówiono o tym inaczej. Ponoć przed wiekami przejeżdżał tędy bogaty hrabia wraz z dwiema córkami. Córki miały imiona: Kasieńka i Ludwinia. Hrabia przystanął nad rzeką, aby dać odpocząć ludziom i koniom . Córki wyskoczyły z wozu i za pozwoleniem ojca poszły na łąkę, żeby nazbierać kwiatów. Łąka ta leżała u stóp góry Maniezi.

Dziewczęta nazbierały już pełne naręcza kwiatów i wyszły na gościniec. Przechodził)’ właśnie obok najbardziej stromego zbocza góry, kiedy dał się słyszeć dźwięk dzwonów dochodzący wyraźnie z jej wnętrza. Zaciekawione przystanęły. I oto wtedy ziemia poczęła się rozsuwać i zobaczyły ciężkie drzwi, które jak na swój ciężar otworzyły się nadzwyczajnie prędko. ukazując wnętrze jakiegoś kościoła wypełnionego ludźmi. Wśród tych ludzi dziewczęta ujrzały swoją matkę trzymającą za rękę ich małą siostrzyczkę, Elunię.

Obydwie zmarły niedawno na gruźlicę. Kościół wypełniał cichy śpiew aniołów, tłumiony dźwiękami organów. Na ołtarzu stała figura Madonny. W pewnej chwili figura zeszła z ołtarza i zaczęła błogosławić ludzi. A kogo pobłogosławiła, ten zamieniał się w pachnący kwiat . Kwiaty były najprzeróżniejsze. Ich siostra stała się niezapominajką. Madonna skinęła głową na dziewczęta, aby także weszły na schody kościoła. Ludwinia pobiegła , wbiegła po schodach do kościoła i natychmiast zamieniła się w białą lilię. Widząc to Kasieńka zalała się łzami i powiedziała sobie, że za nic do kościoła nie wejdzie. Zrobiło jej się ogromnie żal ojca, który wówczas zostałby sam jeden na świecie. Nagle wszystko ucichło, drzwi zamknęły się i ziemia zaczęła się zsuwać. Po chwili na miejscu cudu rosła tylko cicha i szumiąca trawa. Nagle dziewczyna zobaczyła siedzącą na trawie małą dziewczynkę, w której poznała swoją młodszą siostrę, Elunię.

Elunia wstała i jakby nic podbiegła do Kasiuni. Dziewczynce wydawało się, że śni. Płakała za Ludwinią, ale jej serce rozpierała radość bez granic . Bo oto za Ludwinię Madonna oddała hrabiemu i Kasieńce Elunię. Elunia powiedziała im, że prawdę mogą znać tylko oni troję. Kasieńka i Elunia dorósłszy wyszły za mąż, a o tej historii śpiewa raz na 100 lat góra Maniezia.

Legenda o zaklętych skarbach w jeziorze Białem

Podobno niedaleko jeziora stał kościół. Kościół ten zapadł się pod ziemię razem z ludźmi, którzy byli w kościele. Po setkach lat rybacy w niedzielę łowili ryby. Było to o godzinie 12-tej. Zarzuciwszy sieci, zaczęli wydobywać z wody coś bardzo ciężkiego.

Jeden z rybaków zaklął, gdy ciężar był już blisko powierzchni- wtenczas coś z brzękiem zapadło się w głębinę.

Były to dzwony.

Rybacy zaprzestali połowu i zawrócili do domu.

W następną niedzielę wybrał się na jezioro ten sam rybak, który zaklął, ale bez innych towarzyszy. Gdy był na środku jeziora, z pod wody wypłynęła piękna dziewica, a zobaczywszy rybaka na jeziorze, zaczęła mu robić wymówki, że przeklinał.

– Gdybyś- mówiła- nie zaklął, byłbyś wszystkich zatopionych zbawił, a teraz sam zginiesz, jeżeli cię jeszcze raz na jeziorze zobaczę. Powiedziawszy te słowa, znikła. Rybak też zawrócił do domu.

W najbliższą niedzielę, rybak, nie bojąc się groźby dziewicy, wypłynął na jezioro. Zaledwie znalazł się na środku, znów ukazała się dziewica. Wyrzekła tylko: Ty tu? – i pociągnęła go z sobą w głębinę, gdzie znikli oboje.

Od tego czasu nikt już więcej nie próbował wyciągnąć dzwonów.

LEGENDA O KAPLICY NA CMENTARZU W FILIPOWIE

(opowiadanie zamieszczone w Tygodniku Krajobrazy)

W Filipowie na cmentarzu stała niegdyś kaplica. Legenda głosi, że kazała ją zbudować córka dziedzica imieniem Wincenta. Była to panna mądra, piękna i kochająca swój lud. Idąc w niedzielę do kościoła, panna Wincenta nie mogła patrzeć na obdartych biedaków, którzy śpiewali przed kościołem pobożne pieśni. Do domu powracała cicha i milcząca. Często płakała. Mijały lata. Wincenta poznała pewnego panicza i wyszła za mąż.

Wybudowali oni kaplicę, w której modlili się co najbiedniejsi 1udzie, a w jej pobliża ich chowano po zejściu z tego świata. Mieli córkę Marię i syna Antoniego, którzy dziedziczyli po matce uczucia miłości do ubogich ludzi. Gdy Wincenta umierała, powiedział do dzieci: – Całe życie byłam duszą z ludem, a więc pochowajcie mnie obok niego, w pobliżu kaplicy cmentarnej. Tak też jej małżonek i dzieci postąpili.

Mijały lata. Maria wyjechała do stolicy, Antoni zaś pozostał w Filipowie i objął dziedzictwo nad posiadłością. Ojca pochowano obok Wincenty, tam tez pochowano ostatnich z tego rodu: Antoniego i Marię. Oboje swój majątek zapisali na lud, który odtąd zaczął żyć dostatnio. Podczas II wojny światowej owa kaplica została zniszczona.

Po wojnie było tam sporo sensacji. Otóż dwaj bracia, bardzo skąpi i zawistni, usłyszeli o podziemiach pod ruinami kaplicy. A ta plotka doszła do nich z ust kobiet, jakoby tam były skarby nieprzebrane Chciwość ich nie miała granic, więc następnej, nocy udali się na poszukiwani skarbów.

Znaleźli wejście, a gdy weszli usłyszeli głos:

– Kto szuka tu skarbu niech będzie przeklęty. Tutaj śpią dusze czyste, nie zachłanne, czułe. Nie liczyliśmy na taką zapłatę. Przeto bądźcie na wieki potępieni!

Obaj bracia śpiesznie stamtąd wyszli. Za parę dni zmarli. Wieko przejścia zamknęło się na zawsze. Próżno go szukać.

 

LEGENDA O UKRYTEJ BRONI BRACI MINKIEWICZÓW

( Nasz Głosik, 1936/5 Helena Bobowiczówna Ucz. kl. VII)

Trzej bracia Minkiewiczowie pochodzili z Wilna. Jako oficerowie walczyli w powstaniu kościuszkowskim. Po uwięzieniu Tadeusza Kościuszki przez Rosjan i klęsce powstania przybyli Minkiewiczowie do Filipowa. Tu wybudowali piwnicę przy gościńcu do Garbasia (na późniejszym cmentarzu mariawickim) i złożyli w niej broń własną i swoich oddziałów. Miejsce to znajdowało się w odległości piętnastu metrów od starej gruszy. Wiadomość o ukrytej broni przechowywana była przez cały czas w tajemnicy przed Rosjanami.

A kiedy Polska odzyskała niepodległość, zaczęto sobie przypominać i głośno mówić o ukrytej broni. Dopiero jednak po kilkunastu latach podjęto próbę jej odkopania. Trafiono jednak wówczas na bardzo dużą płytę, która zagradzała wejście. Utrudniało to dostęp do wnętrza i dalsze kopanie przerwano. W następnym roku wznowiono prace nad wydobyciem broni, lecz przyszły wcześnie mrozy i uniemożliwiły kopanie.

Potem każdego roku coś innego przeszkodziło w dotarciu do broni i wyjaśnieniu tajemnicy tego narodowego skarbu. Aż przyszła kolejna wojna i zatarła ślady. O broni Minkiewiczów znów zapomniano.

 

 

Opracowała: Katarzyna Panek

na podstawie tekstów T. Jagłowskiej ( szczególne podziękowania rodzinie p. Jagłowskich za przekazanie rękopisów)